Urodziłam się w... ale rok trzeba powiedzieć... Tak, tak. W 1908, 16 listopada.
I gdzie?
W Świerze, Kełce.
I tam na stałe Pani mieszkała?
Tam na stałe mieszkałam do wyjścia za most.
A później jak wyszłam za most, wyszłam do Świerzy Leśniówek, parafia Zarymby, a mieszkałam, urodziłam się w parafii Andrzejewo.
Dobrze, to daleko jest to Świerze od tego...
To będzie 2 km.
To bardzo blisko.
A skąd pochodzili rodzice?
Mój ojciec pochodził ze Świeżych Kielcich.
Mama pochodziła z Kłodystachy.
Też pewnie niedaleko mieszkali siebie.
4 km.
A czy pani chodziła do szkoły?
Chodziłam do Głubie Leśniewo.
Ile tam? To była szkoła podstawowa, tak?
Podstawowa szkoła była.
I tam były klasy jakieś, czy to?
To tylko było 4 klaski.
Jak nazywał się sprzęt, na którym się śpi?
Łóżko.
To łóżko się nazywało.
To nazywał się łóżko.
Tylko jedna nazwa była.
Jedna była nazwa.
A czy mogłaby Pani mi powiedzieć, jak nazywa się worek ze słomą, który znajdował się w łóżku?
To siennik.
Siennik się nazywał, tak?
Tylko jedna nazwa była?
Tylko jedna nazwa.
A co dawniej kładziono do łóżek, kiedy nie znano jeszcze sienników?
Jak nie znano sienników, to co?
Prosto słoma się kładło.
To specjalna jakaś słoma, prosta?
Tak, prosta słoma, żytnia słoma.
Koniecznie żytnia musiała być, tak?
Tak, żytnia słoma była najlepsza.
A inne można też było położyć?
Można było i inne położyć.
Ale tak to zazwyczaj żytnio kładziono?
Przeważnie żytnio kładziono.
A co się kładło do łóżek zamiast siennika w takich rodzinach zamożniejszych?
No materace.
To były materace?
Materace, materace.
A jak się nazywa to, czym się przykrywa materac lub siennik?
No to jak... Płachto nazywali.
Płachta się nazywała.
A jeszcze jakaś inna nazwa była czy nie?
To może prześcieradło.
I prześcieradło, tak.
A jak się nazywa to, co się kładzie pod głowę?
Poduszka. Poduszka. To była...
Poduszka zrobiona z pierzy.
Z pierzy była? To specjalne?
Tak, specjalnie poduszka zrobiona była z pierzy.
I z jakich tych pierzy? To obojętnie z jakiego?
Tak, wsypkie pierze były wsypane, a na wierzch powłocko nazywali. Powłocka, polecone było.
I to były pierze tylko gęsie?
Tylko gęsie.
A i z innych?
Inne to nie, tylko gęsie.
A jak się nazywał sam worek od poduszki, do którego sypało się te pierze?
No to wsypka.
Wsypka się nazywała i tylko jedna nazwa?
Tylko jedna była nazwa.
A jak się nazywa to, co się nakłada na poduszkę?
Powłoczka.
Tylko powłoczka?
Tylko powłoczka.
A jak się nazywała mała poduszeczka pod głowę?
To myśmy nazywali Jasiek.
Tak, tak.
To jest zrobione z pierzy.
Tak samo zrobione jak poduszka.
Szybka i pomlecone, ładną poszetkę.
A jak się nazywał taki duży borek napełniony pierzem, służący do przykrywania się?
Pierzyna.
Pierzyna.
A jak się nazywa ciepłe przykrycie, watowane?
Kołdra.
Kołdra się nazywała, tak?
Kołdra.
Dzisiaj funkcjonuje to w naszym języku.
A jak się nazywa to, co się nakłada na pierzynę?
No to powłoka.
Powłoka i tylko jedna nazwa była?
Tylko jedna nazwa była powłoka.
I więcej żadnych innych nie było?
No nie było więcej innych nazw.
A jak się nazywa ten ogół poduszki, pierzyna, kołdra, to wszystko jak się nazywa razem, łącznie?
Cała pościel.
Cała pościel się nazywa, tak?
A jak się nazywa to, czym przykrywało się łóżko na co dzień?
Na co dzień przykrywało się, nazywało się derka.
A na święta, czy na niedzielę, czy co nazywało się, przykrywaliśmy dywanem.
A jak się nazywał sprzęt taki z poręczami, w którym w nocy się spało, a w dzień można pościel było schować do środka i siadać jak na łabie?
To ślaban nazywaliśmy.
Ślaban, tak? A czy jeszcze jakaś inna nazwa była tego sprzętu?
Nie było już więcej?
Nie było jeszcze.
Jak się nazywał sprzęt, w którym leży malutkie dziecko?
Nazywał się becik, który trzeba było uszyć.
A sprzęt, w którym dziecko leżało?
Na łóżku nie?
Nie, to przeważnie w kolebkę się kładło.
Kolebka i to była tylko jedna nazwa?
Tak, kolebki nazywali.
A jak się nazywa to, na czym poruszało się te kołystki?
To nazywali cłapaki, na cłapakach.
Takie było, takie było.
I te cłapaki?
Te cłapaki były tak kółokrągłe zrobione, no i się poruszało.
A w dzień to się poruszyło ręką, a na noc to można śniórek przywiązać i odsunęło się trąska dalej.
Dziecko się budziło, to się na śniórek pociągnęło dziecko, pokołysało się, usnęło i spało.
I dalej można było spać, prawda? I dziecko spało.
Dobrze. A jak się w ogóle nazywa to poruszanie kołyski? Ta czynność, jak poruszamy kołysko, to kołyszemy, prawda?
Kołyszało się to, no się poruszało się, pokołyszało się.
A jak się nazywała podłużna poduszka, w której leżało dziecko? Ta podłużna taka poduszka, na której dziecko leżało?
Becik, tak? Prawda?
No to becik, to ten becik.
Pani szyła becik kiedyś?
Szyłam becik, tak, szyłam. Miałam z koronkami jedną poszewkę, drugą miałam wyszywaną.
No trzeba było zmieniać, bo trzeba na spacerek z dzieckiem wyjść, trzeba było.
Ładniejsze założenie.
to też były, na co dzień był pewnie inny, a...
Na święto był inny.
A jak się nazywa przyrząd bez kółek, przy pomocy którego małe dziecko uczyło się stać, chodzić?
No to nazywało się stojak.
Było zrobione takie, było takie cztery, cztery nie wiem jak tam nazwać, no nie powiem, takie cztery laski.
No i na wierzchu była taka deseczka, dziura była wykrojona, taka wyrzucięta, a tam pod spodem była zrobiona i taka deseczka, no żeby tak w razie, jak podłoga i dziecko stawało.
A jeszcze w środku była taka ławeczka, to jak dziecko chciało, to usiadło, bo to się poruszał, to się ławeczka podniosła do góry.
To on stał, a jak chciał usiąść, to jakoś tam trącił, to usiadło, znów i siedział. No i dobrze było.
I to kupowało się czy wykonywało?
To i sami zrobili, kupić można było i ktoś taki trochę był zdolniejszy, to i ojciec to i zrobił dziecku.
A pani też kupowała czy?
Ja, mój mąż był zdolny i zrobił sam.
Sam zrobił, tak?
Tak, sam zrobił.
Dzieci też miały zabawki pewno, też się bawiły?
Mały zabawki takie różne.
O taki wozek drzewa z kółek, z ciętej gałęzi, użyniętej kołeczką w czterej.
Tak i taka była zabawka.
I taka była zabawka.
A zabawki się kupowało, czy pewnie więcej się wykonywało?
Więcej było robionych, takie kołeczko i rączka i dziecko leciało, to się trgało.
Dziecko się bawiło.
Dobrze, a do gwizdania jakaś zabawka była?
No była, taki fiukac nazywali.
Fiukac, tak? A z czego on był wykonany? To się kupowało go?
Można było kupić, a można było i z takiej, na wiosnę z gałęzi urząć, z wierzby takiej młodej zrobić.
I to nazywali fujarka, to to nazywali fujarka.
I w jaki sposób to się wykonywało?
A to dzieci lubili te fujarki, grali na tej fujarce.
A w jaki sposób to się wykonywało? To trzeba zwierzby koniecznie musiało być?
Musiało być zwierzby z młodych gałęzi takich.
Z młodych gałęzi?
Z młodych gałęzi. Tak to trzeba było to obstukać, prawda, i ta kura odstała.
I tam jakieś takie stypią, stepno takie zrobione było w te kury.
No i to, to, to gnizdało.
I słychać było?
I słychać było głośno, to ładnie grali tak na tych, to nazywali fujarka.
O gra, tamten grał na fujarkę.
A tylko na wiosnę, bo później w późniejszym okresie już nie można było.
Nie, później nie, tak na wiosnę.
Jak się nazywa to, co się wiesza w oknach, żeby było ładniej?
Firanka.
Firanka była, tak?
Tak.
I to kupowało się, czy to można było?
A to można było kupić, można było zrobić.
Ja robiłam właśnie takie były ramy, takie duże, jak się w miarę zrobiło, jak okno.
No na okno, dłuższe to dłuższe, to byli dłuższe.
No i się te nici się nasnuło, nicie. Można było i swoje mieć, nicie, bo leniśmy sieli, można było uprzyjść, uprzyjść i uprać to ładnie i zrobić ze swoich.
A może mogły być białe, mogły być nawet kolorowe, takie mogły być ciemniejsze.
i się nasnuło w podłóz, się nasnuło na te ramy, a potem w poprzec się przewiązywało, to się wyrabiały różne wzory, różne kwiaty
i wychodziły nieraz ładniejsze firamki jak te kupione.
Tak, jeszcze ładniejsze niż te, które dzisiaj kupujemy, też mamy duży wybór i one nie są na pewno ładniejsze od tych, które kiedyś były.
A jak się nazywa to, czym się zasłania okno do połowy?
Zasłonki.
Tylko jedna nazwa?
Jedna była nazwa, zasłonki.
I to też się...
Co to powiedzieć, zasłówki jakieś?
Zasłonki.
Zasłonki, to też każdy sam szył, tak?
To każdy sam sobie uszył.
I to...
Bo to jedne robili rozdzielane, a drugie robili tylko w jedną stronę zsuwali.
Aha, jak to się byli.
Niektóre robili, ja też nieraz zrobiłam rozsuwane, w tą stronę rozsunęłam, jedno w tą stronę drugą.
A nieraz zrobiłam takie, co całe.
To nie było znaczenia czy to w kuchni czy w pokoju.
Czy to w kuchni czy w pokoju.
I w pokoju też były te...
Były też.
Takich podłużnych ciągłych nie było?
Nie było w ten czas jeszcze tylko takie krótkie.
A jak się nazywa to na czym się zawieszało firanki?
To tak z jednej strony się okna wbiło gwóźdź, z drugiej strony i sznurek się uczepiło i na tym sznurku się uczepiło to firankę.
Tak i wisiała.
I wisiała.
Dobrze, a jak się nazywał taki długi, wąski kawałek tkaniny, który się kładło na podłogę?
No to nazywali chodniki. Chodnik.
Chodnik. I też to...
To zrobiony, było w krosnach zrobiony, to myśmy sami to robili.
I pani też robiła te chodniki?
Robiłam, robiłam te chodniki.
To specjalnie trzeba było mieć sprzęt, że...
No taki, taki, tak to się nazywał warsztat, a te nicie trzeba było osnuć, to była taka osnowa.
To się trzeba było pokrącać i się nasnuło.
Potem na takich wałach się nawinęło, to była płoka i nic, nic.
I to się nawlokło, jest te takie uwiązaki, żeby to uwiązać było te nicie na tym.
No i się robiło, był taki czołnik, szmatów się nacięło.
A to ze szmat trzeba było zrobić?
Tak, myśmy robili ze szmat.
Szmatów, takich pasków się nacięło, nazywali na cewkę, się nawinęło.
i do kołka się przystawiło, się nawinęło i w ten cołnik się włożyło to cywkę, no i się przesuwało, trzeba było przesuwać.
I cłapaki były u tego warsztatu, się warsztat nazywał. To musieli tam być takie cłapaki, to dwa cłapaki.
Raz się na jedno, przycisnęło nogą, to jedne nicę się w górę ponieśli, a tu był otwór, trzeba było cołnikiem przesunąć.
to potem jak już to nic trzeba ten pasek przybić
to trzeba było na drugie to
na drugie ten
przycisnąć
no i
znów przesunąć i tak się robiło aż się cały
pasek zrobiło, zaraz się zrobiło
to dużo się narobiło nieraz chodników, nie jeden pasek
bo to się później na paski poprzecinało to się zrobiło i 10 metrów a może
i ze 20 metrów się zrobiło tego
a te szmatki to grube się cięło bo to w paski jakieś się cięło
2 cm, 3 cm takie największe.
A szerokość tego chodnika to można było ustawić?
Można było ustawić, tak to nazywali, płocha była dziesiątka, dwunastka,
to trzeba było zmierzyć no ile, jaka szerokość, no mniej więcej według swojej, jak kto chciał, tak i zrobił.
Dobrze, a jak się nazywała taka ozdobna tkanina, którą się kładzie na podłogę w najlepszym pokoju?
Nazywaliśmy dywan.
Dywan, tak.
A jak się nazywa to, w co jest oprawiony obraz?
Nazywaliśmy rama.
Też trzeba było do szklarza oddać, czy też w domu każdy?
Tak, ale trzeba do stolarza, żeby ramię zrobił.
Najpierw stolarz musiał ramię.
Tak, najpierw trzeba było zawieść kawałek deseczki, co on ze swojego miał,
i dać rozmiar, jaki obraz on zrobił, ramię, a potem do szklarza ją oszklął.
I oddzielnie do szklarza?
Tak, do szklarza. Stolarz był oddzielnie, a szklarz oddzielnie.
A jak się nazywa haftowane tkaniny wiszące na ścianach?
Bo haftowało się tkaniny i wieszało się...
I pani też wyszywała?
Wyszywałam i makatki takie krótkie na ścianę.
Nie tylko to, to długie, to gdzieś się na dłuszko powiesiło.
A to krótkie, to gdzieś pod lustrem.
A to i tak na boku na ścianie.
Jak się nazywa to, czym się przegląda?
My na... no, różnie. To lustro, to zwierciadło.
A jak się nazywa naczynie, do którego się strząsa popiół z papierosa?
Myśmy nazywali popielniczka.
Jak się nazywa przyrząd do oświetlania? Jak się nazywał ten przyrząd do oświetlania?
No, lampa. Ale lampa... to było trzy gatunki lamp.
Jedno można było po głośdzi wbić gdzieś w ścianę i powiesić.
Druga lampa to była nazywali kloszcz, można było na stole postawić, zaświetlić.
To przeważnie przy małych dzieciach nocy się podświeciło.
A i była lampa, ja miałam lampę taką i widząc, co bliżej kotliny sobie biłam głośdzik tam w pułap.
I taki probojik i drutu.
A ta lampa miała takie wieszaki, bo ona w takiej oprawie była.
Powiesiłam, nie widno na kotlinę.
Czy gotowałam, czy tam przędzłam, jak to kiedyś na półkach się przędzło len, przędzłam i siedziałam.
Tak, nie było innego oświetlenia.
Innego oświetlenia u nas nie było.
I widno było w domu jak ta lampa się świeciła.
A jak miała, była większa, bo to były niejedne rozmiary, bo to były, była i osiemka i jedenasta i trójka, to były różne rozmiary.
Takie, jak kto chciał sobie życzyć, tak o kociu.
Więc i nafty wychodziło.
I jaśniej było?
Jaśniej było. Wykręciło się.
Była tam maszynka i takie o wykręcane, wykręcane można było przykręcić i wykręcić.
Taka śrubka była.
To trzy na raz się świeciło w mieszkaniu, czy nie?
Na raz to nie. A jak jakaś okazja, to i trzy się świeciło.
A jak się nazywało szkło do lampy?
To ja nazywałam tylko szkło.
Szkło do lampy.
Do lampi tam piątki, czy tam do trójki, czy do jedenastki, były większe.
Do trójki były mniejsze, do książki większe.
Największe były do jedenastki.
Większych lamp nie miałam, no do kloszu to była jedna lampa.
A te szkła były inne.
Do każdej lampy kształt szkła był inny, tak?
Tak, taki sam, tylko większy.
A większy.
Tylko większy.
Kształt był jednakowy, tylko większy.
Tylko większe.
A jak się nazywa to, czym się pali w lampie?
Nafta.
A naftę się kupowało, tak?
Naftę się kupowało.
Przeważnie w żelaznym sklepie.
W żelaznych sklepach była nafta w butelkach?
Tak, nafta była w żelaznych sklepach.
Tam mieli całe beczki.
Ile kto miał życzenia, kiedy sobie kupił?
Mieliśmy taką bańkę, co wchodziło i 10 litrów jej, 5 litrów jej.
się kupiło, a w dziesięć litrów to na całą zimę prawie było.
A no tak, to jednorazowy zakup był.
No jednorazowy zakup.
Bo teraz to można iść butelkę kupić, a
pierw trzeba było pójść ze swoim naczyniem.
Tak, ze swoim naczyniem trzeba było iść, bo to w beczkach było.
A droga była ta nafta? Czy droga była nafta?
Droga to nie była.
A jak się nazywało urządzenie do wkręcania i wykręcania knota?
To taka była na tej lamcie maszynka, to maszynkę się odkręciło.
No i taka była, ta korącko, taka śrubka i się kręciło w którąś stronę trzeba było wykręcić, to się kręciło w jedną stronę, a później wkręcić to w drugą stronę.
A czy pani pamięta, jak się nazywały kawałki drzewa, które służyły dawniej do oświetlania mieszkania?
To były przeważnie sosnowe, z sosnowego drzewa.
Nazywało się smolne drzazgi.
Pomówię smolna drzazga.
Ale na pewno lampa naftowa już była bardziej wygodna.
Bardziej wygodna to, tylko to nie.
Bo to było...dymem pachniało.
Tak. A jak się nazywa taki długi przedmiot z wosku,
z knotem, który służył do oświetlania?
No to była świecza.
Świeca też kupiła?
Kto miał pszczoły, to miał sobie zrobił i sam miał wosk.
A jak to nie miał psuł, to trzeba było kupić.
Jak się nazywał kij do wyciągania wody z płytkiej studni?
Kluczka.
Kluczka się nazywała.
Kluczka, drewnia z drewna.
Pani wyciągała kluczkę?
Wyciągałam wodę, wyciągałam.
A jak się nazywał słup stojący przy studni z żurawiem?
No to żuraw.
Żuraw się nazywał?
No żuraw miał i uczepiona była ta kluczka.
Aha, kluczka była uczepiona.
To się znało kluczka uczepiona.
A no właśnie, bo ja tutaj, jak się nazywa drążek zawieszony u belki żurawia? Jak ten drążek się nazywał?
Nazywaliśmy kluczka.
Kluczka.
Kluczka.
Ciężko było wyciągać w wodę tą kluczko?
Samo kluczko to było ciężko, ale potem jak był ten żuraz i ta kluczka i korba, a z tym wałkiem, no to już było lżej.
A jak się nazywała rączka u studni z korbo? Jak ta rączka się nazywała?
To my nazywali korba, no jak wiecie. Korba nazywaliście, tak?
Korba nazywaliście, tak. To już było dużo lżej wyciągać wodę.
Dużo lżej było wyciągać.
A co trzeba zrobić, jeżeli się chciało mieć wodę ze studni? To co się wykonywało? Jaką czynność się wykonywało?
Wyciągało się to wodę?
Wyciągało się wodę. W wiadro się czepiało, bo był gwoźdź wbity w tą kluczkę i się czepiało ten kubeł.
Mhm.
I się tam cierpało tą wodę i do góry trzeba było ciągnąć. To było ciężko. Nie tak jak teraz, major.
A jak się nazywa naczynie do noszenia wody? Czym tę wodę noszono?
Kubłem.
Kubłem. A jak się nazywało nosidło do noszenia na ramionach wody? W wiadrach?
Nazywali nosidło. To był taki, no teraz taki jak drążek był i tam było przybite takie łańcuski i wiadro.
Ale ja tego nie nosiłam, ja tylko widziałam jak była w mieście, w zarymbach, widziałam jak rzyt niósł wodę.
Nosił tę wodę. Ja nie nosiłam tak, ja cierpałam.
Jak się nazywa to na czym się gotuje?
Kotlina ulepiona z cegły, z gliny i położone dwa blaty i cztery fajerki, cztery dziury takie, było fajerki.
A było nieraz większa fajera, większa dziura to się kładło.
Więc to było więcej fajerów i większe fajery.
A jak mniejsza to było, może to było mniej, to było cztery, a jak większe to było może i pięć, jest na wierzchu taki mały krązek, to się przykrywało.
To, a ta płyta kuchenna to się nazywał blat, pani powiedz.
Blat się nazywał.
A te kółka służące do zakrywania otworów w kuchni to były fajerki.
Tak?
A fajerki, pani mówi.
Tak, fajerki.
A czy liczba tych fajerek była jednakowa w każdym otworze?
W każdym otworze była jednakowa, tylko w większym otworze były większe, a w mniejszym były mniejsze.
A jak się nazywały te drzwiczki w kuchni?
Tośmy nazywali drzwicki.
Tylko drzwicki były...
Bo tam w tej Kotlinie było dwoje drzwicków.
Jedne były drzwicki większe i kratka i kładło się tam węgiel i drzewo.
A od popiołu to były drzwicki mniejsze, niższe.
Bo tam kopciół...
To też był tam oj taki miejsce jest na ten kopciół co leciał.
potem się wybierało w szufelkę, we wiosnę,
i się wynosiło gdzieś na pole, bo przy domu się nie posypało, bo mogłoby się zapalić.
A jak się nazywała kratka w kuchni lub piecu, na której się kładło drzewo, węgiel?
Jak ta kratka w piecu się nazywa?
Co drzewo się kładzie, węgiel, kratka na tą kratkę.
Jakaś specjalna nazwa była na tę kratkę, czy nie?
No była.
W kuchni kratka była?
Była kratka.
A w piecu kupić? Trzamp.
W piecu to nazywał się trzamp.
Trzamp się nazywał w piecu.
A jak się nazywa to, co się odsuwa, gdy się zaczyna w piecu palić?
To syber.
Syber. I tylko jedna nazwa była?
Jedna. Ja nazywałam to jedna.
A jak się nazywa to, czym się pali, żeby było ciepło? Na ciepło.
No to takie piecyki się kupowało.
Kupować trzeba było?
Trzeba było kupić piecyki.
I tylko na ciepło palą?
Tylko na ciepło. To była taka rura, dołączało się do piecyka, bo się tam było gdzie załączyć.
Gdzieś tak jak przy kuchni był jakiś kanał, nazywali dawni kanał i ten kanał się włączało.
I tu się paliło, to zakryte były piecyki.
Tylko taka była przykrywa, trzeba było odkryć, węgla wsypać i tam drzewa włożyć i powrotem tak.
Już na tym nie można było ugotować?
Tylko na, nie, tylko nagrzać.
Tylko na ciepło było?
Na ciepło się paliło.
Jak się nazywało czerwone węgle, które pozostawały w piecu po spaleniu? Te czerwone węgle.
To się nazywał zar.
Tak?
Tak, to się można było gdzieś w garnek jakiś, garnek wygarnąć. Myśmy wygarniali tak. I się to zakrywało jakoś, przykrywano dętkiem jakimś. No żeby się udusiły i potem jak było prasować, to się brało, bo to czarne się zrobiły. Dobre do prasowania, do zielaska się wkładało.
I to z węgla, a do zielaska to ja słyszałam, że i drewniane węgle były, prawda? Bardziej do...
Właśnie do piecu się paliło węgla, tylko drzewem.
A węglem się nie paliło?
Nie, w piacu się nie paliło węglem, tylko w kotlinie się paliło.
I do żelazka to tylko...
Tylko drzewiane.
Jak się nazywało naczynia, w którym się gotowało, w którym się gotuje?
Sagany.
Sagany się nazywały?
Sagany.
A sagany były różne.
Były i zielazne, i blaszane, i polewane, i amelianowe też.
Ja miałam różne garnki, i dół większe do kartofli gotowania, do barszczu miałam mniejsze do gotowania, bo barszczu trzeba było mniej gotować jak tych kartofli.
Do zupy gotowałam, to miałam jeszcze znowu inne garnki amelianowe, co tam można było.
To do potrawy miały swoje oddzielne garnki, do każdej potrawy?
Do kartofli gotowania był garnek oddzielny, do barszczu był oddzielny, nawet i do kapusty gotowania to był oddzielny, bo jeszcze kapustę gotowało mnie.
A do zup był już no finny garnek. Ja miałam garnki różne.
A jak się nazywało przykrycie garnka, bo garnek przykrywano, prawda?
Tak.
Czym przykrywano te garnki?
Nazywałam denko.
Denko się nazywało?
Tak, wszystko przykrywało się. Wszystko było blaszane, tak jak garnek taki, blaszane, polewane.
A jak się nazywa to, w czym się gotuje wodę na herbatę?
Ja nazywałam czajnik.
Czajnik. A jak się nazywa okrągłe, płaskie naczynie do smażenia? Służące do smażenia tylko, takie okrągłe, płaskie naczynie.
Takie wyższe?
Nie, wyższe nie. Takie niższe.
Aha, to patelnia?
Patelnia się nazywała.
Jak się nazywa naczynie mniejsze i wyższe od patelni?
Nazywaliśmy tygiel. To było duży, większy tygiel, to było się więcej słoniny smażyło.
A jak był mniejszy tygiel, to się smażyło, skważyło się tam słonina z wieprzową do kartofli pokraszenia, bo się kartofle kraszyło.
A w tym większym to się smażyło, większy to można było ten tłuszcz zlać w coś, to było na drugi raz, można było do kapusty smażyć, zapalić, można było wziąć do zupy, bo to był już większy tygiel, więc się słonili.
A w tym mniejszym to tylko się do ziemniaków, do kartofli smażyło.
Jak się kartofle krasiło.
A do kartofli to się gotowało barszcze różne.
Gotowało się i barszcz czerwony, gotowało się barszcz z ściawił,
a i taki żur z żytniej mąki się robiło, to był też barszcz.
Dobrze, a jak się nazywa taki duży czarny garnek do gotowania kartofli dla świn?
No to nazywaliśmy sagan. Taki sagan to był taki zielazny, kamienny zielazny był polewany, w środku biały, a po wierzchu to był ciemny.
A do barszczu to się gotowało w innym, bo takim znówcieńszym, blaszanym, używali blaszany, ale też był, z wierzchu był inny kolor, a w środku to przewazie były białe,
W przewaźnie były białe, z wierzchu to były i niebieskie i zielone, różne były garnki.
A na żółtę to znowu był inny garnek.
A na rosół to jeszcze był inny garnek.
To się miało kilka garnków, bo to nie w jednym garnku się nie gotowało.
W zielaznym to się gotowało przeważnie kartofle tylko.
Dobrze, a pani śpinką gotowała w takim saganie?
A śpinką gotowałam w takich dużych saganach.
Oj, to było ciężko, było bardzo ciężko.
Te sagany ciężko było wystawiać.
Cagany trzeba było wynosić, do domu, kartofle ciopać, świnia nosić.
To nie tak jak teraz mają, ale potem, później, później, to już było później, jestem katy.
To dopiero w modę weszli parniki.
No to my w tych parnikach mieliśmy bardzo dobrze, cieszyliśmy się tych caganów,
tak niedźwigami i te kotliny tak się nie roz... te kotliny wciąż zawsze byli zabrudzane.
A to w mieszkaniu się gotowało?
W mieszkaniu się gotowało, to i zabrudzone było, brudno było.
Trzeba było pilnować, tylko sprzątanie było dookoła i więcej nic.
Blaty były pobrudzone, to niedobrze było.
Jak te parniki powstali, to było bardzo już, już nam było bardzo dobrze,
a teraz to mają już bardzo dobrze, bo mają elektryczne.
Już się nie męczą, tylko mi dawnych czasów, żeśmy się męczyli.
Z dawnych czasów to bardzo ciężko nam było.
Gospodyni to było ciężko.
I z dzieciami trzeba było pilnować, żeby dzieciak w gorącą wodę miał,
bo sagan się zastawiało, z tymi świńskimi kartoflami się zastawiało też.
Ojej, było bardzo ciężko, było źle.
Teraz jest lepiej.
Teraz jest bardzo lepiej, teraz dużo lepiej.
Teraz to bardzo dobrze mają.
No na pewno.
A jak się nazywa takie gliniane naczynie do mleka z uchem, z dziobkiem?
To były dzwanki, to były dzwanki takie i gliniane i blaszane.
I blaszane były też.
Oblaszane były, ale to tak więcej używane byli gliniany.
Bo tak glinianego to czasem gdzieś jak rzucił ze stołu i rozbił.
I rozbił się, oblaszany.
Oblasany to duży stoły.
A jak się nazywa taki duży gliniany garnek do mleka bez ucha?
To dzieszka się nazywała.
Mlekośmy zlewali.
Tak o dzieszkę, w tym dzieszce stało to mleko, potem zasiadło się.
Jedliśmy z kartoflami, raz popijaliśmy tym środowym mlekiem, a jak to nie zjedli, to się stawiało na blat, na kotlinę i to się odgrzewało.
Tośmy różnie robili.
Myśmy robili sery, bo taki woreczek się przewaźnie z lnianego płótna uszyło, takie z cukiem, takie z ubiasnej i się źlewało to mleko i zrobił się ser.
Zarobił się, odgrzało, odciekło to, to się położyło na jednej desetce, drugą desetkę się przycisnęło, kamieniem się przycisnęło i był bardzo dobry ser.
A jeszcze i więcej można było robić.
A czy miały jakoś swoją specjalną nazwę takie naczynie małe o grubych ścianach z uszkiem służące do picia?
Z uszkiem tylko.
Garnuszki takie, garnuszki.
I to one też były gliniane?
Były gliniane.
A jak się nazywa to naczynie, w którym przechowuje się sól w kuchni?
Ponazywała się solnicka. Ktoś umiał to zrobił sobie w takiej cienkiej desecie, cztery takie o takie kwadraciki i z przykrywką.
I to tam się sypało sól i stała sól. A jak to nie umiał zrobić to na targu można było i kupić.
Jak nazywa się piec chlebowy? Piec chlebowy to miał swoją nazwę jakoś.
Piec, no piec do chleba pieczenia.
piec do pieczenia chleba, tak?
A jak się nazywa narzędzie
do poprawiania ognia
w piecu, tym chlebowym?
Czym się poprawiało ogień,
prawda? Czym to się poprawiało?
To różnie, można
było i kosiore, można...
A i taki kij specjalny
mieliśmy, kijem to się pogrzebało,
po prostu grzebiwało się, tak.
To każdy sam wykonywał
ten kij.
A jak się nazywa narzędzie
do wymiatania popiołu z pieca chlebowego.
No to było takie pomiotło.
A z czego ono było zrobione, pamięta pani?
Pamiętam, różnie można było zrobić.
Z takiej belicy takie zielsko rosło,
to można było uciąć, to trzeba było to związać,
do kija przywiązać, bo tak ze słomi to by się zapaliło,
a z tego to się nie zapaliło, bo to zielsko mokre było.
I było dobrze wymiatać.
Co trzeba zrobić najpierw, żeby przygotować ciasto na chleb?
Co trzeba było najpierw zrobić, żeby ciasto na chleb przygotować?
No to trzeba było w to... Była taka dzierza z deseczków, taka specjalna, zrobiona dzierza.
Trzeba było mąki tam usiać, z żytniej przeważnie chleb, krasowy chleb,
to z żytniej mąki usiać, wody zagrzać i wody w tą mąkę wlać, wymieszać to, no i to przykryć.
To przeważnieśmy robili to na noc, żeby to zakwaśniało,
A rano trzeba było znowu usiać mąkę, nie od razu w ten rozczyn tylko na coś i potem przysypiwać.
I ręka się, obie rękawice się zakasały i się nie ciło ten chleb.
Co się dzieje z ciastem po rozczynieniu? Co z tym ciastem się dzieje jak się rozczyni ciasto na...
Rozczyni się, no co, co, rośnie.
Rośnie to ciasto, tak?
A co trzeba zrobić z ciastem przed zrobieniem bochenków?
No to trzeba wymięsać. Wymięsać się dobrze i dopiero się robi bochenki. Takie okrągłe bochenki.
Tylko okrągłe się robiło czy jeszcze?
Okrągłe tylko się robi. Przeważnie okrągłe. Na wsi to przeważnie robiły okrągłe.
A jak się nazywa mały chlebek zrobiony z resztek wyskrobanego ciasta?
Wychopień.
Wychopień się nazywał.
A jak się nazywało wysokie drewniane naczynie do rozczyniania chleba?
Wysokie drewniane naczynie do rozczyniania chleba.
No to była dzierza. Nazywała się dzierza.
To można było kupić, tak, tę dzierzę?
Tak, bo to robili.
Takie co robili beczki, to robili i te dzierze.
Magnaże nazywali je jak tam kiedyś, jak tam, nie?
A jak się nazywa naczynie do rozczyniania chleba, takie wydłubane w drzewie?
No to się nazywali mieczki, te kopańki.
I tak można było nazwać i tak nazwać.
Starsze ludzie przeważnie nazywali mieczki, a młodsze to nazywali kopańki.
I to też można było kupić, tak?
Tak i sam zrobił, kupić, można było i kupić i sam zrobić.
A to z odpowiedniego drzewa trzeba było wykonywać?
Tak, tak już trzeba takie, takiego trzeba mieć, że takie mniej drzewa.
A jak się nazywa to, na czym się wsadza chleb do pieca?
Opata, nazywa się opata.
Jak ona wyglądała jakaś, miała?
Ona wyglądała na takie, miała z półtora metra takiego trzonka,
A na końcu to musiała mieć takie dynko szerokowate, taki koniec.
No i na te łopaty, na te dynko to było z deseczki.
I się bochenki robiło okrągłe i się na to kładło.
I się smarowało wodą, się polewało i się wsuwało do pieca.
Dużo bochenków mieściło się na taką łopatę?
Jeden tylko. Jednym się wsuwało do pieca. A bochenków do pieca to można było zrobić tak jak i sześć.
Ale łopata mieściła tylko jeden bochenek.
Jedna. Tylko jedna.
A jak się nazywał chleb z mąki żytniej? Bo z mąki żytniej pieczono chleb. I jak ten chleb się nazywał?
Razowy. Chleb razowy.
A jak się nazywał najciemniejszy chleb z tej mąki żytniej? To był chleb razowy, tak?
Razowy. Najciemniejszy to był razowy.
A jak się nazywał najjaśniejszy chleb z mąki żytniej?
Pytlowy.
Który był smaczniejszy?
Więcej było.
Więcej jadli razowego jak pytlowego.
Więcej, tak? Częściej były razowe, tak?
Tak, razowe.
Na pewno nie starzał się tak jak ten dzisiejszy chleb?
Dłużej można go było wypychać?
No nie. Razowy to i tydzień był.
Nawet tydzień można...
Nawet i tydzień.
Bo tak często chleba się pewnie nie piekło.
Tak, dwa tygodnie wsiękli.
Jedne od drugich sobie wypożyczali i potem oddawali, bo tak często to jak we wsi to tak u dwóch i u trzech gospodarzy takie było.
U mnie upiecany chleb, oni przyszli i wzięli tam bochenek, czy ile, a potem oni upiekli i znowu przynieśli.
Bo tak to by za dużo było już takie czerstwie.
Taka wymiana.
Taka była wymiana.
Jak się nazywa pierwszy kawałek chleba odkrojony od nowego bochenka?
Tak, skrajka chleba odkrojona.
A jak się nazywają te następne kawałki chleba?
No kromki kawałka chleba, kromka, te kromki kawałki chleba, już taki lepszy chleb był.
Już lepszy był.
No nie może nie lepszy, ale mniejszy.