Zacznijmy od tego, w którym roku się Pani urodziła?
Ja urodziłam się w 1934 roku.
To jeszcze było w wojnie to rozmaite, to ja jeszcze tak nie pamiętam dobrze, ale już takie, gdy ma serię.
Dla schronictwa to było sześciu.
Trzy chłopcy i trzy dziewczyny.
Byli dwa chłopcy starsze ode mnie, a ja była trzecią.
Ale z dziewcząt ja byłem najstarsza. Ja do szkoły chodzić chodziła.
Ale tylko skąd się ulał trzy klasy, bo kiedyś nie dbali tak w szkole, a to było po wojnie.
Czyli po wojnie zaczęła pani chodzić do szkoły?
Tak.
Bo pan ma w sumie ją przed wolną, tak?
To ona jest tak.
A pani po wojnie?
Po wojnie.
I gdzie była szkoła?
W Karpowicach. W Karpowicach, w tej samej wsi, gdzie ja urodziłam się.
Aha właśnie, bo jeszcze najważniejsze zapomniałam się. Gdzie pani jest urodzona? Bo przecież nie tu.
Kiedyś to pani teraz to jak ma rodzić to wiozą gdzieś do szpitala.
Ja sama to rodziłam w szpitalu, w Kiszyń na Przedkiewicach.
A ja jeszcze rodzona byłam, to w domu, kiedyś to rodzili w domu.
Babki takie chodzili i przyjmowali.
A w jakiej wsi?
W Karpowicach.
W Karpowicach, tak? Gdzie one są?
Pani, on jest od Suchowoli trzy kilometry.
Aha.
W tę stronę się urodziła i tam do tej samej przychodziła do szkoły.
I jaka to była szkoła?
To była podstawowa.
I tam wszystkie dzieci ze wsi, tak?
Tak, wszystkie dzieci ze wsi.
A to była obowiązkowa podstawówka, czy nie?
To było nieobowiązkowa. Później było obowiązkowe, a zaraz po wojnie,
Takiego nauczyciel był i mu wyprawiali dzieci.
Ale to tylko pięcioklasowa była.
Aha, pięcioklasowa, a pani skończyła trzy, tak?
A ja skończyłam tylko trzy. Do czwartej zaczęła chodzić, a już ukończyłam.
Także ja czwartej nie mam kończonej, ja nie mam czwartej już.
A dlaczego pani przerwała naukę? Bo?
Pani, bo zaraz po mnie, rok po roku, troje dzieci jeszcze było w rodzeniu.
I ja musiała dla mamy pomatać wszystko i tych dzieci pilnować.
Ja już pamiętam, była mała i nie sprzyjało to pilnowanie, to uciekła z domu.
Uciekła, poleciała do koleżanka, do koleżanek.
Przyszła do domu, tak dostala od ojca, że aż pod łóżko wlazła.
Pani, ja to, to ja gdzieś pamiętam, a ja była, ja pani najstarsza, jak po roku, po roku ja musiała dla mamie pomagać, bo gospodarstwo było niemalo.
A jeszcze takie mam pytanie, a ile pani miała lat, jak poszła pani do szkoły?
Pani, może ja miała i 8 i 9, bo to, bo to już pani, bo to było po wojnie, to już ja starsza poszła, to ja, i później ja musiała to pilnować.
Czyli tak, skończyła Pani te niecałe cztery klasy, potem się zajęła Pani pilnowaniem rodzeństwa i pomaganiem przy domu i co dalej? Coś może się wydarzyło w Pani życiu ciekawego?
Pani w życiu moim...
Męża może Pani spotkała?
To męża by ja spotkała, ale Pani... A później to tak, poświęciła tatę, oddali do... nauczyli żyć.
Tato odział? Gdzie Pani się uczono?
W murkach. Tak, w murkach.
I to tam była jakaś szkoła?
Nie, nie, nie. Taka w wsi była krawcowa.
I ona dużo miała pracy i ona brala sobie po uczenicy, uczyła i mnie ta tata...
A to dostawała pani za to pieniążki, czy to wkładywała?
Nie, nie. Tata jeszcze musiał płacić.
Aha, czyli to była...
Tata musiał płacić jeszcze.
No i ja tam pobyłam rok czasu, później jak nauczyli siedzieć, to przybyła cała rodzina, bo pani było nas dużo, dużo osób było.
A pani została oddana do tej szkoły i tam żyła czy na noc do domu przychodziła?
Nie, nie, nie, już tam i nocowała i pijała tam, bo to w Zasłuchowolu, bo my mamy to szkołę.
Tutaj pani mieszkała?
Tak, w tej samej, gdzie, w tej samym, gdzie mieszkała i w tej samej.
bo to zasokowało jeszcze, nie wiem, 8,7 kilometrów.
I już się nauczyła pani szyć, wróciła pani do siebie, tak?
Do domu.
Do domu.
I później mu już ta rodzina, trzeba było oszyć.
To mama napka płotna, mama tkala jej takiej spodni i wszystko, bo kiedyś nie było kupnego.
I to sprzedawaliście to?
Nie.
Wszystko dla siebie?
Dla siebie.
Czy nie jakoś może w jakiś sposób, nie wiem, bo jeszcze wówczas nie zajmowała się Pan jakąś taką pracą, dorabianiem sobie, jakąś zarobkową, żeby coś tam robić, sprzedawać czy coś? Nie? Nie zarabiała Pani?
Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Pani minęła, sobie pomagała Pani przy domu, szyła Pani.
Chodziła na zarobki Pani ziemniaki kopać do gospodarza.
Chodziła zboże podbierać, bo teraz masymiaki, a gdzieś koso kosili, a trzeba iść podbierać na cały dzień.
Takie oto...
Pozbierać, tak?
Tak. Podbierać i podbierać, podbierać się tak.
Idzie się tyłem na kosi, na zboże taki przekos położy i idzie się tyłem i podbiera się.
I wiosnki i wiązali dziewczynki z terenu.
I za to dostawała Pani już pieniążki od tych gospodarzy, które z Pani pracowały, tak?
Tak.
No i coś jeszcze Pani ciekawego robiła?
Ciekawego to u domu nic nie robiłam.
I potem co?
I potem ten Maksymilian przyjechał do nas.
I ten Maksymilian i my zapoznaliśmy się Pani, takie stacje kłócili.
Wiem.
I kłócili te stacje i nie zauważyłam.
A to znaczy, to była jaka stacja? Stacja, dworzec?
Pani, to było w poście, to wszelki teren tak jest.
Chodzą stacje od chaty do chaty, odprawiają, modlią się, odprawiają stację.
Poszły na stację, byli na stacji, tam zapoznali się i pociągnęli się.
Później jak tu przyszła do męża, to tu tak i dom był rozwalony i tu budynków nie było.
A rodzice żyli jeszcze, Pana nie pamiętam?
Nie, już nie.
On dostał gospodarkę, powiedz.
Tak, a ojciec spadł.
A matka miała trzy córki i jego jednego.
I ten dom był taki lisi, i od skóry sufitu było słońce widać i wszystko.
To było, ale dla matki było tak dobrze, jak było.
Czyli mama żyła, tak?
Tak.
I razem z matką, z teściową pan mieszkała?
Tak, 19 lat my mieszkali, ale nie uliczyli się razem.
Ona była strasznie niedobra.
Dobra czy niedobra?
Dobra, dobra, dobra, o dobra.
Nic nie...
Zgrzeszyła przed wodziem, że powiedziała, co niedobra.
Dobra, dobra.
I tak przez 19 lat żyli, nie?
Tak, tak.
Bo to chyba 5 dzieci jeszcze przyszło w tym czasie.
Krzysztof i córka dzieci u mnie było jeszcze.
Jeszcze ja tu przyszłam, to dwie siostry były.
Pana Maksymiliana?
Tak.
Mieszkaliście jeszcze z siostrami tutaj?
Tak.
A dom już pobudowaliście?
Nie, nie, nie.
W całym tym starym domu?
W tym starym domu.
To wy zdarzyliście, zaraz jedna to poszła dla mojego brata rodzonego.
Jedna, jedna mu podobała się i ona...
A druga poszła o 6 kilometrów na Kozieniec tu od nas.
Czyli tak, przyszły na świat Pani dzieci, które sobie dorastały, uczyły się gdzieś, prawda?
Tak.
Tutaj w Słupnicy czy gdzieś indziej?
Pani, to teraz jak moje dzieci już porodzili się, to później tu postawili szkołę, bo tu była gitać.
W Jasionówce?
Nie, nie, w Słupnicy.
W Słupnicy postawili szkołę?
W Herbanii teraz było szkoły odsłonięte. I tu jak zaczęli budować, to mąż mój był strażową.
Co to znaczy strażową? Czyli był strażnikiem tej szkoły?
Nie, nie. W tym jak budowali. Strażową chodził, wartował, żeby ktoś nie pookradł.
Aha, przy budowie, tak? Pilnował, budował.
To wszystko pilnował. Tu na śmianę dwóch takich. I one tu byli, a później je podbudowali, to jego wieś wybrano na woźnego.
On 13 lat był w szkole.
Pan Maksymilian, tak? W tej szkole?
Tak. A ja pomagała jemu sprzątać na zdrowie. A ja jemu pomagała sprzątać.
Aha, i tak praca, to była wasza, tak zarabialiście na życie. Pan Maksymilian był stróżem w szkole, a pani sprzątała w tej szkole, tak? Czy jeszcze jakieś zawody mieliście? Czy coś jeszcze robiłaście?
Nie.
Tylko tak całe życie pracowałaś w ten sposób?
Tak, tak.
W tej szkole, tak?
Tak.
Którą pobudowali, gdy już ile dni więcej mieliśmy? Miała pani lat?
To ja pani, ja tu…
Już była pani mężatką, tak?
No to już miała dzieci do szkoły, ośmiu, stu.
A zanim wybudowali szkołę, to gdzieś pracowaliście z panem Maksymilianem?
Nie. Nigdzie. Pani na Kosinięc chodziła ziemniaki kopać, to pleciny myli, to jak to na krzyżu.
No tak, jak to na krzyżu, to gospodarze najmowali, które mogli, za co to pójdzie na na najejnie i to, i tak jak na krzyżu i tam chodziła.
Dobrze, to jeszcze parę słów o tym, jakie miała pani pasje, to znaczy, co pani lubiła robić?
Czy właśnie spotykała się pani z innymi paniami w jakichś kółkach, czy właśnie w jakichś takich, no nie wiem, na przykład czy pani Jagoda coś tutaj organizuje, jakieś takie spotkania, grupy?
A właśnie kiedyś, czy brała pani udział w jakichś takich artystycznych kółkach, czy nie? Żadnej takiej działalności?
Pani jeszcze jak ja byłam młodsza i później jak po szkole już mnie nie chcieli płacić, bo ja mówię, że mąż był, ja tylko taka pomocnica jemu.
I on mówi, że najem pierwsza klasa i tu przyszła druga.
A ja pani miała na tych drutach robić.
Robiła to kościółki takie, o smetek, spodnica, smetek.
To kościółki? Czyli wyrabiane na drutach?
Tak.
Ubrania robione na drutach, to kościółki?
Tak, takie były kościółki.
Pani, kiedyś to rozmaite bluzki wyrabiali, wzory, to ja wszystko robiłam.
Bo ja tak i haftować umiem, co tylko pani chce.
W jakiś konkursach brała pani udział?
Nie, nic.
Wszystko dla siebie?
Tylko dla siebie.
Bo tak, byli małe dzieci, a później stare, a żeby ktoś to doprowadził.
Nie było komu doprowadzić i nigdzie nie brak.
W Kuszni było kilku kobiet tych tutaj u nas.
Ale tylko było może tak dwa miesiące i później wszystko rozjechało się.
I tak nie było.
A później to te jesionowcy, to ta Jagoda to robiła, to ona miała zespół.
I nas też i sionówki zaprosili, one nie umieli zacząć pieśni śpiewać na kości.
I one nas zaprosili, my lepi, i one na nas później zaczęli gniewać się, bo my musieli je brać.
No i tak zostało ten zespół w Słomiancji.
Ale nam je odezabrali.
I my teraz jest, Pani, my teraz jest to tak, po prostu powiedzieć, że owcy bez pastucha.
My nie mamy, no to tak jak my chodzimy śpiewać i my to pełnujemy, Pani.
I wszystko. To żeby ktoś nam przyszedł i zobaczył jak my robimy, co my robimy, jak tu Jogoda przyjechała.
Przecież jakiej ona racji ma przyjechać, jak jej nie chce gładzić.
Pani, nie mamy swojego kierownika. I tak to jest. Taka baba 80 lat na kierownicę.
Jaka to kierownica? No kierownica powinna, jak zajedziemy na ten 10, czy tym, którzy nie tarabili, wydawali tę płytę, bo to my też na tej płytzie.
O, czyli zespół muzyczny Wsłomian, znaczy zespół kobiet, które śpiewają, tak? Wsłomian, to jest?
I wydały się nawet płyty, Pani.
Tak.
I się ukazała ta płyta?
No.
Wow, to mojej gratulacji.
Pani, ja zaraz pokażę, bo ja mam.
I teraz my chcemy, żeby ktoś posłuchał, nie ma komu nam.
Co to była kuchnia w lampie?
Ja wiem co to jest, ale chodzi mi o opis. Jak wyglądała kuchnia w Lampie?
To pani to kuchnię kiedyś nazywali taką szklową.
A jak ona wyglądała? Było...
To tak jak mądrze pokazywało, to to kuchnia. To to jest kuchnia.
A jest jeszcze kuchnia, to do fanaru.
A gdzie się rośnie kuchnia do fanaru?
A w Wadach to tylko wie pani, że to zaleznę i dowozać, czy śpiewać.
Fonar był duży, na podwórko, do gospodarstwa, ale szkło się różniło. Czy coś takiego było?
Nie, nie, nie. Tam to było tak krótko i tylko okrągłe dookoła.
Szkło, tak? Nie szpiczaste szkło. W lampie naftowej szkło jest szpiczaste, wysokie. Wąskie i wysokie.
A w fanarze?
A to ula taka?
Ula taka?
To tylko pani, tylko taka kółka.
Kwadratowa?
Kwadratowa, no.
No, no, no, no.
Bo ja chcę mieć obraz jak w fanarze wyglądało szkło.
Tak, nie, nawet tak z zamkniętymi oczami, żebym ja, przecież to nie musi być rysunek, tylko żebym ja widziała jaki kształt to miało.
O, wyglądało, o.
To jest szkło, tak, od fanara?
Tak.
I tutaj była przestrzeń? Nie było zamkniętej?
Bo to owki, to one do środka wsadzane były.
Bo to okrągłe trzeba, żeby było.
I tam w środku się zapalało, tak?
Nie, nie. Tam w środku ogień pali się.
A to było szklane?
A to było szklane.
Aha, rozumiem.
Taki walec był, tak?
Tak.
W kształcie walca szkło było.
Tak.
Rozumiem. Fonarze.
Fonarze.
Okej. A co to jest kopeć?
Kopeć to pani, to takie gazówki kiedyś mieli. To nazywali, jak ona wykręcisz mocniej, to ten knot wali się i tak szybko ciągnie tę nachtę i tak kopci.
To na takiej gazówki nazywano kopeć, na lampach kopeć?
To, to nazywają się kopci.
Sam ten, ten...
Tylko ten, ten cały knot.
A nie ten brud, który wytwarzają? Osad. To był kopeć. I w lampach naftowych też był kopeć. Na kuchni się osadza.
Aha, to już rozumiem. A co to były? Co to był kapturek? Zna pani taką nazwę?
Kapturek, to pani, to kapturek to, to, to, ja sama nie wiem, kapturek to...
Były łybki, tak? Nie kapturek.
No, no, no, to nie, to u nas to nazywali łybki, a później to chyba kapturki nazywali.
Ale były właśnie dwie odpowiedzi.
I niektórzy mówili właśnie łybki, niektórzy kapturek.
I kapturek.
Dobrze.
A czyli kapturek, łybki to była taka blaszka z otworem napłoni, tak?
Tak.
A ta blaszka w czym była umieszczona?
Jak się to nazywało?
Pani Emoś nie pokazywał.
Pokazywał, ale ja muszę teraz mieć pani relację.
Męża już mam.
A ja muszę opisać i panią i męża i porównać potem jeszcze,
co powiedziała pani, co mąż, co się zgadza, a co się różni.
Żeby mieć po prostu szerszy obraz.
Pani, to kapturek to taki okrągły, no i tu rozcięty na środku i wyżej i taki podniesiony.
W środku był?
W środku, w tej kuchni, tak? A w środku krok był, gdzie rozcięto w tym kapturku.
Rozumiem. I o taki opis mi chodziło.
I tylko jedynie Pani mi podała opis kapturka i za to jestem bardzo wdzięczna, bo nie wcześniej każdy potrafił pokazać, wskazać palcem co to było, ale nikt nie podał mi takiego szerokiego opisu jak Pani.
I dziękuję za ten opis bardzo. A co to, czyli ten kapturek, czyli te łybki, czyli ta blaszka, w czym to było umieszczone?
Pani, to była taka lęczulamba, co leje się tą w...
A jeszcze wyżej coś było.
Magazynek.
Czy to był magazynek?
Ten magazynek to pani taki, z takiej blaską i później tu taki był...
Porozmawiamy o magazynku.
I on miał zakręcić się na tę blaskę.
Magazynek.
Magazynek na te, na te skło, na tę blaskę.
i potem wykręca się knot, bo to zasada się do tego magazynku knot i wykręca się ten knot i te, jak my to nazywali, lipy.
Te lipki te nasadzi się.
Czyli kapturki.
Kapturki. I nasadzi się i potem skło nakłada się.
A magazynek i koszyczek, coś koszyczek pani mówi czy nie? Czy to to samo czy nie?
To może to samo.
Koszyczka pani nie zna?
Nie.
A koszyczka to nie.
Koszyczek, spod koty.
Bo pani, bo tam gdzie ja to nazywali, lipki magazynek.
A tak to koszyczka to nie.
A teraz pani ostatnio powiedziała.
A co to był talerz? W lampie był talerz?
Był.
W jakich lampach był talerz?
Tak jak by do jedzenia kiedyś zaleznę, co talerze.
Tylko leki wypukłe takie.
Bo jak lampa wisząca, to miała nie tak jak to było, tylko ona miała z tej strony drociku, tym zaleznym.
I później tak idzie, o i tu zwędza się i ten tu tak i tu zakręca się. To ten talerz nasada się na te drociki.
A jaki to był talerz? Szklany?
Czy, wszystko zalezne.
Zalezny talerz.
Tak, tak.
I taka żelazna płytka okrągła.
Tak.
Okej, czyli to był talerz.
No.
A powiedziała Pani coś takiego, ostatnio, na pytanie, jak się nazywa blaszany krążek nakładany na szkło, to nie wymieniła Pani talerz, a wymieniła Pani krócek.
Czy to była pomyłka, czy...
Pomyłka.
Pomyłka, tak? To ja to wykreślam.
Po prostu nie zrozumiała Pani pytania, czy coś, a to chodziło jednak o ten talerz, znana jest nazwa.
Okej, to teraz już mam tutaj jasność.
A co to był karbit?
Karbit Pani, to była taka, już to wszystko było z zalaza, to było przeważnie kropka do blacha.
Karbit był blachą, a to nie było paliwo do lampy?
Nie, nie, ale coś takiego było.
A Pani lampę opisuje, tak? Karbitówkę.
Karbitówka.
Karbitówka to inaczej lampa naftowa, lampa karbitowa?
Laksza, laksza, jak to nie, do takiej to nie, bo karbit rozecznie.
Ale tak, lampa karbitowa nazywała się karbitówką, tak?
Tak.
I była na karbit, tak?
Tak.
I teraz tak, najpierw wytłuczmy Pani co to jest karbitówka, czyli ta lampa karbitowa.
Tak, to jest o takiej długości, o.
Kwadratowej?
Tak, o takiej długości. I też ma magazynek, ukręca się i wykręca się, jak chce ginić, żeby było to kręcić.
I później tam w środek to zdejmuje się.
Co się zdejmuje?
O ten kapturek, co wykręca się.
A to było metalowe?
Tak jakby metalowe pudełko, tak?
No tak.
Metalowe pudełko, tak.
I w środku co było w tym pudełku?
W tym pudełku kładło się karbit.
Karbit. Ale tak się układało jakby do pudełka się...
Tak, do tego pudełka.
Tylko to pudełko kładło się z jednej strony,
to troszeczkę wody leje się i żeby kogoś, która troszeczkę kiedyś, niekiedy ją kapała na te...
Na karbit?
Na karbit, bo ona palić się nie powinna.
Czyli musiała, ma zaś reakcja między karbitem i wodą, żeby powstał ogień, tak?
Tak.
I co jeszcze? To lampa to było pudełko, w środku karbit czy coś jeszcze było?
W środku takie były dwa pudełeczka takie na karbit i na wodę.
Czyli były takie jakby przedziałka jakaś była, tak?
Tak.
I była jedna część na karbit, druga na wodę i ta woda się łączyła z karbitem i wtedy się paliło, tak?
Tak.
A czym jest karbit w ogóle sam w sobie?
Pani do karbitu to pani dobrze to nie pamięta jakie.
Bo ja karbit, na karbit to my nie palili, bo to było drogie kiedyś, a tato już nie mógł tego kupić.
Na lampy mieli duże, dwunasty numer, ósmy numer, dziesiąty numer, to były numery takie.
To my jak zapalimy dużą lampę i tak na środku kuchni, przeważnie nie kuchni, tylko światolka nazywali, albo komora.
Przeważnie w komorze siedzieli zimową porę, nie w światolce.
Tam gotowała mama w światolce, tam jedli, ale tu w komorze siedzieli.
Bo jeśli ta lampa, to już lampa i tego to wszędzie, wszędzie widno.
Chłopy zimowo pora zbierają się, w karty grają, a jak nie, to w locic chodzili.
A ten, ten karbid jakim światłem się palił? Jakiego koloru był światłem?
Białym.
Białym, nie filetowym?
Nie, aż w niebiesko, takie białe.
Takie białe, że niebieskie, tak?
Aż w niebiesko.
Dobrze. A gaza i nafta to to samo?
Gaza i napto to to samo.
A petrola, wie pani co to jest petrola?
O tego tu nie pamiętam.
Okej, jeszcze tylko kilka, zaraz.
Urządzenie do wkręcenia w...
A jak się nazywa pokrętło takie w lampie naftowej?
To to magazynek.
Kiedyś nazywali magazynek i tarynek.
Magazynek, tak? A nie maszynek?
Nie, magazynek.
Aha, bo ostatnio pani powiedziała, że maszynek albo maszynka.
Nie. Nie? Nie, to jest magazynek.
To czym się wkręca i wykręca? Knot?
No, no.
Takie pokrętło małe. To jest magazynek?
Tak.
Magazynek. Czyli nie wkręt, nie maszynka, nie maszynek, tylko magazynek.
Tak.
Aha. A jak się nazywał, to, do czego się naftę nalewa, jak to się nazywał? Czy to był kałamasz, czy zbiornik, czy jak?
Lampę nazwali pani.
O to takie to szklane takie.
To co to było? Kałamasz?
W lampie nie ma nafty.
To pamiętam.
Ale samo to ta część na ta szklana.
Bo ostatnio tak pani mi powiedziała, że to jest zbiornik i kałamasz.
Pani z...
Kałamasz.
Kałamasz to taka była taka gazówka.
I gazówka, to tam kołamas naleje się nafty i nasadzi się ten magazynek jakiejś starej lampy i wykręca się, wkręca się i to jest gazówka. To kołamas.
Czyli kołamasze były tylko w gazówkach, tak?
Tak. A w tej lampie nie ma światła. Nie ma nafty. A kołamas i gazówka to to samo.
Rozumiem.
Gdyby nie była gazówka, to to samo.
A na gazówki mówiono na przykład, bo była gazówka, czy mówiono na tę gazówkę kopcik?
To kopcik, bo ją nazywają, bo ona strasznie kopciała.
Aha, ale mówiono kopcik, tak?
No kopcik, mówiono, ale ja tam nie pójdę, bo kopcik ten zapali, tylko smroch, kwaś i dłoń.
Aha, a mówiono kaganek, za kagankiem coś?
Nie, to tak.
Nie, to nie. I teraz gazi.
Pani pokazawiałeś swoją...
Ja wiem i dlatego mi chodzi o to, żeby te różnice tutaj wychwycić. Czasami bardzo takie drobniutkie różnice.
A czy spotkałaś się Pani z takim naczynkiem, znaczy z taką świec... z taką lampką, do której się lało zamiast nafty olej lub oliwę?
Nie.
Nie. Okej. A gazik i gazówka to to samo?
To samo.
Czyli mówiono albo gazik, albo gazówka?
Albo to samo. Albo kołamasz.
Albo kałamasz. O proszę, jeszcze kałamasz.
Ile nowych rzeczy może się za każdym razem...
Gazik, gazówka i kałamasz.
Ale to kopcik to nazywają.
Albo nawet kopcik.
Nie, to kopcik to Pani, to takie co palić, bo to takie idzie...
Kopeć.
Kopeć. Albo kopcik. O proszę, jeszcze kopć albo kopcik.
Aha, co to była łuczyna?
Łuczyna, to fajnie, drzewo rośnie, stare drzewo, jak jest i do łuczyna to jest to pełno.
Czasami jest w brzewie, w łóżach, a czasami to one tylko w tym korzeniach.
I tak przyniesie tato taki polano duże.
I tu się wygrzebywało tę łuczynę z polana?
Tak.
Tu była jakaś część taka?
Nie, nie, bo to jak chcemy rozpalić, bo kiedyś gazetów nie było.
To była bralistoma z łóżka albo zlewana. Rozpalali tym.
Ale oświetlano łuczyną pomieszczenie, tak?
A nie, nie. A tę łucynę, to przy tatie chodzi do lasu i gdzieś jak wie, że ten korzeń ma łucynę, to dostawał.
Korzeń ma łuczynę, czyli co on ma? Co to jest ta łuczyna w korzeniu?
Bo ja nie wiem, korzeń ma łuczynę, ale to była, nie wiem, jakaś część tego korzenia? To była...
To pani i jest drzewo co rośnie, tak ma od razu lucynę w drzewie.
Bo wiem, że tak drzewo ma korę z wierzchu, ma ten pień, a co to była ta lucyna? Bo pierwszy raz słyszę.
A lucyna w środku w drzewie siedzi. I tak kapie tak jakby woda, jak one zacznie palić, a tak pali się, a ten kowal to tak idzie jak nie wiadomo co.
Pani, a może ja spytam się pani, że może ma to ja ją przyniesie pani.
Przyszło troszeczkę dookoła.
Bo jest w tej drzewie ten taki wosk, tak?
Tak, tak. Tak jakby wosk. U tej żywicy.
Żywica.
I co, łuczyna miała w sobie żywicę?
Tak.
O właśnie, o to mi chodziło. Czyli to była jakaś taka część drzewa z żywicą, tak?
Tak.
Łuczyna wytwarzała tę żywicę?
Ta żywica, łuczyna wytwarzała.
No i o, to mi chodziło.
No właśnie, tego nie rozumiałam. Dlaczego to tak się paliło? A to ta żywica się paliła.
Ta żywica się paliła, bo niektóre drzewa ma w sobie, jak rośnie, tu wszędzie, a niektóre tylko ma w korzeniu.
Aha, i wszystko jasne. A drzazgi się czymś różniły od łuczynek?
Pani Ada, drzazgi to trzeba, żeby było takie drzewo, że to one strzepiące.
Jakie?
Żeby odsypić można było.
Aha, nie tylko drzewo, tak?
Tak, suche drzewo.
To ona musi być, pani świerk, on taki sypiący.
I pani drzazgi robili i niektórzy nie mieli za co kupić nafty,
to te drzazgi palili i tak siedzieli cały czas, siedzieli za tymi drzazgami w domu.
Bo nie mieli rady.
A to czemu się wstawiało tak?
Nie, one nie wstawiały się.
To ktoś trzymał?
Nie.
Pani, to takie było specjalne ciężko zrobiono, żeby jej tak położyć, o tak, o i ona pomalutku sobie pali się.
I tak i właściwie to całe mieszkanie.
Ale dlaczego ona była...
Ona...
Bo chyba musiała być albo postawiona, albo zawieszona, albo...
Zawieszona.
Zawieszona na czym?
Zawieszona.
Tak, zawieszona na taki gacyk zrobiona i ona paliła się i ona gdzieś siedziała, przeważnie w komorach siedziała.
I w tej komory...
A to było na suficie, na ścianie?
Nie, na tym, Pani, na suficie nie powiesisz, ani na ścianie, bo wypadnie.
To na czym?
Tylko to kiedyś piecy bardzo dużo stawili, bardzo dużo stawili, więc...
I tak czas, gdzieś w blizie piecy, żeby do piecy, bo tam skachlowa.
A kiedyś to tylko byli wszystkie ceglane piecy.
cegła i ta glina.
I tam tak zrobione takie specjalne i tam zasadzali te drazgi
i one paliły się.
Czyli nad piecem tak się paliła i do pieca to wszystko spadało, tak?
Tak.
Do takich okrągłych, co są w piecu, takie co się podnosi?
No.
Takie dziury są w piecu?
No.
A jak nie?
Jak się nazywają te dziury w piecach i te takie co się nakłada na to metalowe?
Blat.
Blat?
I ten blat miał dziury, tak?
Tak.
Jak te dziury się nazywały?
To dziura.
Krążki.
Krążki, o właśnie. Widzi pani ile nowego można się dowiedzieć.
A panie, a jak draski palili, to to przeważnie blaskiewia, jakaś blaska taka stara, coklepka, jakaś stara, już stara ta blaska i podkłada się pod tę blaskę i to wszystko spada, bo to już złoży i wszystko spada się, żeby nie spalić mieszkania pani.
Pewnie pani.
Pewnie.
Ale słyszała pani o czymś takim, co się nazywa misiaczy ogień?
To pan Maksymilian mi mówił, misiaczy ogień albo zimny ogień.
A, to kiedyś zimny ogień, co teraz kupuję zimny ogień na Holinka w Jesaj.
A kiedyś nie było takich, to jaki były?
A kiedyś nie było, tylko taki misiaczy ogień, to taki, to taki był.
Z czego to było?
Takie same, pani.
Znaczy łuczyna albo trzadki, to to samo co my zacznę ogień, tak? Tak nazywali czasami, tak?
Aha, i jeszcze miałam takie kilka pytań specjalnie do Pani, kierowanych.
Jak się mówi, wierchnik czy wierszchnik?
Na co miałam...
Chodzi mi o pokrycie.
Wierchnik.
Wierchnik, tak?
Wierchnik.
I tak zawsze się mówiło, nie wierszchnik.
Nie, wierchnik. Bo ja z takich pochodzę, bo jak ja tu przeszłam, to tych ślepanów nie było.
Tu się umieli, jak my stali gospodarze.
Nie było już ślepanów jak pani tu przeszła?
Nie modne.
No nie modne.
A co było?
No to pani, byli łóżka.
Wyliowane?
Tak i zaraz to tapczany te duże.
Zaraz już weszły tapczany?
Tak.
A to to był tapczan? To taki jak teraz?
Tak, tak, tak, tylko nie składane. Cały tak, tylko taki szeroki.
Nie podnoszone? Nie. Nie podnoszone, nie rozkładane, takie wyrka, tak?
Jak się podnoszone, to podnoszone. W środku był pojemnik?
Tak, było po kładni, kołdry. Tylko bez oparcia? Tylko bez oparcia.
I jak coś było? To tapczane. Tapczane, tak? Tak.
Jak już Pani tutaj przyszła, to już nie było prawie szlabanów, były tapczany i łóżka. I coś jeszcze było?
No tylko przeważnie łóżka i tapczany, a później wynaleźli się rosalki, to już dzieci były starsze.
Aha, a czy na przykład...
Jeśli szlabany, to jeszcze my byli w domu.
Czyli jeszcze Pani była mała, tak?
Już była dorośnięta, już jej pokierowała jeszcze w domu.
Tak, jeszcze przed śląską, jeszcze ja i tam upokinałam te ślubany u nich.
A wie pani co to jest floka?
Nie, tego nie wiem.
A piernat?
Piernat to jest pierzyna.
A floka to chyba będzie na wlecki, na pierzyny, na tego, to będzie to.
A ten, jest jakaś różnica między poszwą a poszewką?
Poszwa to jest na kołdrę, a poszewka jest na poduszkę.
Takiego samego.
Poszwa na kołdrę, poszewka na poduszkę, a na przykład czy poduszka też miała poszwę?
To znaczy to w co się napychało, napychało pióra. To co to było?
To, co napychało się, pióra pani, to była... Pani kupowali to do usypki.
Usypki, tak? A inaczej mówiono, na usypkę poszła, czy nie?
Nie. Posła to posła.
A na usypkę jak poszewkę się zakładało.
Tak.
A jeśli chodzi o koł... No, proszę, proszę.
Jak usypka kupi się, to tam usypka to pcha się pióra.
A posadka nakłada się na usypkę, żeby nie powrócić tej usypy.
A na przykład jeżeli chodzi o kołdrę, to jak się nazywało to, co się pakowało?
Usypy.
Też usypy. Czyli tak, była usypka do poduszki, mała usypka i usypa do kołdry.
A po szkole się doszło do pierzyny, tak? A do kołdry?
A kołdra nie ma u szybki, tylko uszyta taka.
A kiedyś, Pani, to nie było kołdrow jak te.
Kiedyś, ja pamiętam, nas dużo była rodzina,
to klen oklepia się, to później te rozmyje to takie pakule,
siada mama i bierze dwie płachty,
bo kiedyś nie mówili, jak teraz, proszę Cię, radzą, tylko płachta.
I wie, że szyje te dwie płachty i tak uszyje kołdra dla kogoś tam jednemu.
I ta płachta się nazywała jak?
Płachta.
A potem...
Ale kołdrze płachta.
A później to...
Usypka, tak?
Z tej płachty była uszyta usypka.
No, no.
I jeszcze takie jakieś jedno pytanie zaraz.
Jeśli chodzi o te kufry i skrzynie.
skrzynie w kufrze, były tam różne pośl i tak dalej i kufer był częścią posagu młodej panny.
A czy skrzynia też była częścią posagu czy nie?
To inne mieli skrzynię, a inne mieli kufry.
Aha.
Kufry to takie...
Tak, kufry były lepsze, ładniejsze i tak dalej.
Bogatsze panny dostawały kufer, a biedniejsze skrzynię.
A biedniejszy... Pani, jak komu wychodziło?
Czasami bogatsze wychodzili skrzyniami, a biedniejsze wychodzili z kuframi.
Bo...
A czym się różnił posak, skrzynia, a posak? Od czego to zależało?
Pani, to tylko...
Czy kufr dostaje skrzyni?
To tylko było... Skrzynia i kufr, to tylko było...
I ona tyle natka, tyle zarobiła u matki, to tyle dostaje.
To nie było żadnej różnicy.
A skrzynię. Tylko jakim stole zrobił komu co.
Aha. To co miał?
To wszystko stolarze robili. Co to go pojechał kupował, to nie. To tylko stolarze to wszystko robili.
Jak miał fajniejszy materiał, lepszy, to zrobił kuper. A jak nie miał dobrego, to skrzynię zrobił.
Aha. A tutaj sztora?
Story to jak się nazywali, to co wiesali, z zesła.
Z czego była?
To one byli i tkane, zasłonki byli.
Zesłonki?
Zesłonki.
A zasłonki?
A zasłonki to byli...
Kupne, tak?
Nie, tkane.
To czym się różniła stora od zasłonki?
A story to byli gęściejsze.
Aha, grubsze, tak?
Tak, żeby jak tu w domu siedzą, to zawiesić, żeby nie było widzieć, bo kiedyś pod okno chodzili.
To nie tyle.
Teraz wisiała do połowy okna?
Nie. Jak u kogo? Inne to do połowy okna, a inne to całość.
A były takie coś, znaczy takie firanki od połowy okna w dół, żeby sąsiedzi nie podglądali?
Tak.
Jak się nazywały?
To zasłonki.
Tak? Nie było jakiejś specyficznej nazwy?
Nie, nie, nie.
Jakieś tam zazdrostki?
Nie, nie, nie.
Nie? Nieznana zazdrostka.
Tak, zazdrosłonki.
Okej. No to już praktycznie byłoby prawie wszystko.
A może jeszcze powie Pani, czy zna Pani jakieś specyficzne walizki?
Walizki, jak się mówią na walizki?
Pani, walizki to kiedyś byli trzewniane takie. Z dykty takie były.
Z dykty?
One byli z dykty takie.
To z drewna czy z dykty?
Z żołnianej dykty.
A, z żołnianej dykty.
Z żołnianej dykty. Byli te walizki, to jak walizka, to tak pani co, najcenniejszego tak walizki.
Trzymano w domu, tak?
Trzymano w domu, jakie ważniejsze papiery, jakie coś, pani. Bo kiedyś...
Na co były zamykane, panickie?
One były takie specjalne klucy, które były zamknięte, zamknęły się i potem jeden klucyk podamknął, a taki nie może było odamknąć.
A pani, kiedyś to najwięcej sądzili się za miedzę nawet.
Brat z bratem, czy sąsiadem, czy to później ze sądu, to te papiery wszystkie, to takie walizki i schowane daleko, żebym tego nie ukrył, bo kiedyś kradli jedno jedno.
Dobrze Pani Scholastyko, bardzo dziękuję za pomoc.
Jeszcze tylko zapytam się o jedno. Czy pomieszczenie, w którym wieszano na ścianach, na hakach ubrania nazywało się przychówek?
Pani, to kiedyś haki takie robili.
Ale było to w specjalnym pomieszczeniu przechowywane, w takim schowku, tak?
To jak działkowo, Pani. Inny to tak, a inny to na tym pokoju.
W dużym pokoju też? Na haci?
Ja pamiętam, to u nas sąsiady, to takie haki byli porobione, takie wysokie.
Na chaci były, w dużym pokoju, bo wbijane te haki i ubrania wisiały, tak?
Tak, i płach to obwiosone, żadnej szafy nie było.
Pani, przeważnie kiedyś to kozuchy byli.
Czyli nie było oddzielnych pomieszczeń, jakichś schowków, przychódków, komórek, w których to trzymano?
No to może niektórzy mieli komórki, tam trzymali komórkę, ale pani myszy jedli komórkę.
No to przeważnie...
Bo pan pan Julian mówił, że były takie komórki, gdzie te ubrania chowano.
To ja mówię, to inne to mieli komórki, inne tak, inne tak.
To jak miały?
My to u nas to wszystko komory wisiało i obiecane było w plach.
W komory? A w komorze, tak? W tym pokoju takim?
No, bo to komora była.
A na pokój to chata nazywają.
Tak, tak. To wszystko Pani scholastyką, już mi Pani wyjaśniła.
Wszystko mi Pani wyjaśniła, wszystkie moje wątpliwości.
No, to teraz kurczę, kamerą.